„W ostatnich dniach miesiąca lipca 1944 położenie w Heidelagrze stało się krytyczne. Rosyjska ofensywa sprawiła, że dalsze pozostawanie tam stało się niemożliwe.
Musieliśmy zmienić miejsce i nasze nowe stanowisko „Heidekraut” znaleźliśmy w rozległych gęstych lasach Borów Tucholskich, 15 km na wschód od Tucholi.Strzelaliśmy teraz w ogólnym kierunku południowym” – tak gen. Walter Dornberger,odpowiedzialny z ramienia Wehrmachtu za program rakietowy V-2, opisuje początki poligonu w wydanych po wojnie wspomnieniach. 

Książka Dornbergera – praktycznie nieznana w Polsce, bo nie istnieje jej polski przekład – może się wydawać doskonałym źródłem informacji na temat poligonu w Borach Tucholskich. Ale tylko pozornie. Autor w mniejszym lub większym stopniu pomija rolę A4/V-2 jako broni, a kładzie nacisk wyłącznie na doświadczenia z nią, co dziś odczytujemy jako próbę zmniejszenia swojej roli w machinie wojennej III Rzeszy. Już bowiem w krótkim przytoczonym wyżej fragmencie Dornberger albo celowo, albo – być może chcąc zasłonić się brakiem pamięci – myli się w dwóch faktach: dacie rozpoczęcia funkcjonowania poligonu Heidekraut („Wrzos” – HK) i określeniu celów, które wybierano dla wystrzeliwanych stąd rakiet.

_DSC04181Problemy z odtworzeniem historii HK oraz z próbami jego rekonstrukcji były do tej pory dwa: brak niemieckich dokumentów z okresu II wojny światowej, które dostępne byłyby w polskich archiwach lub publikowane w obcojęzycznych źródłach; brak jakichkolwiek zdjęć z okresu 1944 – 1945 z tego terenu. Efektem tego stanu rzeczy w Polsce były do tej pory wyłącznie publikacje koncentrujące się na zasługach polskiego wywiadu podziemnego w walce z A4/V-2.

Próbując zrekonstruować historię poligonu Heidekraut, musimy zacząć od mometu, w którym rakieta A4 przestawała być pociskiem doświadczalnym, a zaczęła stawać się bronią.

Po pierwszym bombardowaniu ośrodka doświadczalnego w Peenemuende i decyzji o przeniesieniu wiekszości testów i szkoleń do Blizny (poligon Heidelager – HL), we wrześniu 1943 roku pułkownik Gerhard Stegmaier zaczął organizować bojowe jednostki rakietowe. W tym czasie powstał ośrodek szkolny dla żołnierzy baterii V-2 niedaleko centrum Koszalina. Ośrodek, mający zajmować się wyłącznie teoretycznym szkoleniem żołnierzy, prowadził szkolenia na dwóch kursach – jednym dla oficerów i tych, którym potrzebna była wiedza inżynierska, i drugim – dla zwykłych żołnierzy. W tym czasie w Pile utworzono Artillerie Erzatz Abteilung 271 (271 Zastępczy Batalion Artylerii), który miał szkolić instruktorów. Trzecia szkoła istniała w Gross Born (Borne Sulinowo)Szkolenia jednostek technicznych przeprowadzano w Peenemuende.

_DSC04431Pierwszą jednostką, która pojawiła się na poligonie w Bliźnie po przeszkoleniu w Koszalinie, była 444 Batteria Szkolno-Doświadczalna. W styczniu do HL – po przeszkoleniu w Bornem Sulinowie i Peenemuende przybyła 1 i 2 bateria 836 AA. Obie jednostki były później uznawane za najbardziej doświadczone w praktycznych strzelaniach, ponieważ tylko one uczestniczyły w szkoleniach w Bliźnie, skąd wystrzeliły z większym lub mniejszym powodzeniem około 160 rakiet. Mimo że jeszcze w maju 1944 roku w Bliźnie pojawił się Wernher von Braun, najważniejszy animator niemieckiego programu rakietowego, było oczywiste, że zbliżanie się frontu wschodniego uniemożliwi działanie poligonu. Ostatnią V-2 wystrzelono w HL 30 czerwca.

Kiedy zdecydowano o przeniesieniu poligonu z rakietowego z Blizny w Bory Tucholskie – nie wiadomo. Pozostaje także w sferze domysłów odpowiedź na pytanie, dlaczego wybrano akurat to miejsce. Nie bez znaczenia była topografia, małe zaludnienie terenu i dobrze rozwinięta sieć połączeń kolejowych, bez których transport A4 z zakładów Mittelwerk w górach Harzu byłby niemożliwy. Na pewno dużą rolę odegrała mała odległość do ośrodków szkoleniowych w Koszalinie, Bornem Sulinowie i Pile. Nie można prawdopodobnie też nie docenić roli, jaką w podjęciu decyzji odegrał Gruppenfuehrer dr. inż. Hans Kammler, od 1943 osoba mająca pełną władzę nad programem V-2 z ramienia SS, która bezpośrednio podlegała samemu Himmlerowi. Kammler przez kilka lat przed wojną mieszkał w Bydgoszczy, gdzie kończył gimnazjum. Studiował na politechnikach w Gdańsku i Szczecinie – tereny obecnego polskiego Pomorza musiał więc znać bardzo dobrze.

_DSC04451W ciągu ostatnich lat autorowi udało się trafić do czterech świadków, mieszkańców tych terenów, których relacje mają duże znaczenie przy odtwarzaniu historii i próbach rekonstrukcji poligonu rakietowego Heidekraut. Pani Irena Szpica, mieszkanka wsi Suchom położonej na północny-wschód od Wierzchucina (niem. Lindenbusch), pamięta, że niemieccy żołnierze pojawili się w jej rodzinnej wsi wczesnym latem 1944 roku. Suchom został wysiedlony. Przez pewien czas gospodarze z Suchomia razem z dobytkiem koczowali w okolicznych lasach. Domy w Suchomiu zostały zajęte przez niemieckich żołnierzy. Alfons Chylewski, mieszkanic Cisin, relacjonuje, że tereny położone na północ od linii kolejowej Laskowice – Cekcyn zostały zamknięte. Drogi zostały przegrodzone szlabanami. Na bocznicy przy stacji Wierzchucin rozładowywano wagony z rakietami. Dalej pociski transportowano w rejon jeziora Suchom.Przeładunek w Wierzchucinie jednak okazywał się trudny, dlatego później zaczęto wykorzystywać stacje w Lnianie, ponieważ tam znajdowała się przedwojenna wojskowa rampa przeładunkowa. Nieżyjący już Zygfryd Babiński, mieszkaniec położonych na południe od Suchomia Lisin, relacjonował, że po pierwszym upadku rakiety we wsi, który miał miejsce w sierpniu, Lisiny zostały przez Niemców ewakuowane. Henryk Jaśtak, mieszkający niedaleko Iwca, pamięta, że na terenie poligonu znajdowały się zawsze dwie grupy żołnierzy – jedna pełniła wyłącznie warty, druga była w składzie jednostek rakietowych. Na podstawie tych i innych relacji świadków możemy dziś domniemywać, że powstawanie poligonu w Borach Tucholskich wiązało się ze zwiększoną aktywnością niemieckich jednostek wojskowych w tym rejonie. Zajęcie przez niemieckich żołnierzy 1 lipca 1944 roku budynku szkoły w Trzebcinach na północ od Suchomia i Zielonki raczej na pewno było przejawem takiej aktywności.

_DSC04611Nieznane i niepublikowane dotąd w Polsce niemieckie dokumenty, które albo powstawały na terenie Heidekraut, albo były pisane po jego opuszczeniu, częściowo odsłaniają dotychczasową tajemnicę tego miejsca i pozwalają m.in. szczegółowiej niż dotąd określić okres jego działania i intensywność strzelań. Rzucają także światło na rodzaje testowanych modyfikacji rakiet i charakter poligonu. Dokumenty można podzielić na kilka grup. Najliczniejszą stanowią spisy zatytułowane „Sonderschiessen” („strzały specjalne”) – które mają charakter tabelkowych „dzienników strzelań”. Druga grupa to relacje składane przez oficerów jednostek przełożonym wyższego szczebla. Trzecia – doraźne meldunki będące dokładnym opisem skutków wypadków podczas strzelań.

Z punktu widzenia opisu początków poligonu HK najciekawszy jest meldunek z 31 sierpnia 1944 roku, którego autorem jest szef 3/836 AA (3 bateria 836 batalionu), będący w stopniu Hauptmanna (kapitana). Dwa pociągi ze sprzętem baterii 31 lipca dotarły na stację w Tucholi. Dokument opisuje stan liczebny baterii: 7 oficerów, 47 podoficerów, 238 żołnierzy i 78 pojazdów. Jednostka po ok. 25 kilometrowym marszu w kierunku na wschód od Tucholi dotarła do miejsca przeznaczenia. Pierwszego i drugiego sierpnia bateria budowała siedziby polowe, 3 sierpnia od godz. 3 rano przygotowywała pole startowe, które znajdowało się ok. 300 m na południe od strefy mieszkalnej. Dalej dokument opisuje strzelania rakietami A4/V-2, które bateria przeprowadziła między 4 a 20 sierpnia 1944 roku. Miała do dyspozycji 20 pocisków, z czego 12 posiadało głowice z ładunkiem wybuchowym. Z dwudziestu rakiet aż sześć miało problemy z okablowaniem zasilającym i sterującym – i nie zostało odpalonych.

_DSC04691Meldunek ten jako jedyny znany precyzuje także cele, które bateria obrała dla swoich pocisków. Pierwszym była miejscowość Lutatow (dziś Lututów), odległa o 244,6 km na południe od pola startowego. Drugi cel – odległy o 225,1 km – określono jedynie koordynatami siatki kilometrowej Gaussa-Kruegera, używanymi w niemieckiej armii podczas II wojny światowej. Autorowi udało się odnaleźć ten punkt – znajduje się na niewielkim obszarze leśnym, wówczas noszącym nazwę Gutswald, niedaleko wsi Pokrzywniki (niem. Pokrzywniok).

Na jedną rzecz w raporcie Hauptmanna, dowódcy 3/836 AA, należy jeszcze zwrócić uwagę -wspomina, że na poligonie w Borach Tucholskich przed przybyciem jego jednostki znajdował się już jakiś „Versuchsabteilung” (batalion doświadczalny).

Odpowiedzi na pytanie, o jaką jednostkę chodzi, należy szukać w „dziennikach strzelań”. Pod datą 31 lipca 1944 znajdujemy w nich informację o odpaleniu A4 przez 444 Baterię, która – jak pamiętamy – pełniła funkcje szkolno-doświadczalne na zlikwidowanym poligonie Heidelager w Bliźnie. Start nastąpił o godzinie 19.09. – był udany. Celu nie znamy, wiadomo tyle, że znajdował się w odległości 263 kilometrów, a rakieta przeleciała 265,1 km. Od założonego punktu celowania zboczyła w prawo o 9,7 kilometra. Jest to jest najwcześniej zanotowane odpalenie rakiety A4/V-2 z poligonu w Borach Tucholskich. W tym czasie na poligonie HK była już jeszcze jedna jednostka – ze spisów „Sonderschiessen” wynika, że stacjonowała tu w tym czasie także druga bateria 485 batalionu (2/485 AA). O godz 17.58 wystrzeliła stąd rakietę V-2 pierwszego dnia sierpnia. Cel miał się znajdować w odległości 182 kilometrów, A4 – mimo że wystartowała prawidłowo – spadła w odległości 145,5 km, zbaczając z liniii strzału w prawo aż o 13,2 km. Tego samego dnia 444 Bateria tuż przed godziną 20 wystrzeliła kolejną rakietę, która przeleciawszy 1,6 kilometra – zbaczając o 180 metrów z kursu w prawo – spadła na ziemię.

Dziś zatem z całą pewnością możemy stwierdzić, że początki istnienia poligonu Heidekraut – w sensie przybycia na ten teren jednostek rakietowych: 444 Baterii i 2 baterii 485 AA – trzeba datować na – co najpóźniej – połowę lipca 1944. Dopiero do tych dwóch jednostek na początku sierpnia dołączyła 3 bateria 836 AA.

_DSC05631Tabele niemieckich „dzienników startowych” wypełnianych najprawdopodobniej przez podoficerów jednostek rakietowych szkolących się na poligonie Heidekraut, dostarczają wielu informacji. Znajdziemy tam numery produkcyjne rakiet V-2, z którymi opuszczały one podziemne zakłady Mittelwerk w Niemczech i pociągami były dowożone do stacji Wierzchucin, daty ich wystrzelenia, założoną odległość do celu i informację o efektach strzelania – osiągniętym dystansie i zejściu pocisku z trajektorii lotu. Wiadomo też, o której godzinie jaka jednostka rakietowa wystrzeliwała V-2. Bogato opisane są w dziennikach kodowane modyfikacje produkcyjne, znajdziemy tam także informacje o wykorzystanej metodzie kierowania rakiety albo rodzaju powłoki maskującej pokrywającej pocisk. Częściowo wiadomo także,która rakieta była wyposażona w głowicę bojową i które – jako niesprawne – były zwracane do zakładu produkcyjnego Mittelwerk. Nad wyraz istotne są także informacje o jednostkach, które pojawiły się na poligonie Heidekraut.

Po analizie „dzieników startowych” można dojść do dwóch wniosków. Bezsprzecznie na poligonie Heidekraut szkoliły się w operacyjnym, czyli bojowym, użyciu V-2 wszystkie niemieckie jednostki rakietowe, które później używały tej broni w atakach na Antwerpię, Londyn, Paryż, Lille, Remagen i inne miasta zachodniej Europy.Po drugie, jednostki te – szkoląc się w bojowym użyciu pocisków – testowały „przy okazji” modyfikacje wprowadzane w czasie produkcji standardowych rakiet.

Walter Dornberger wspomina okres funkcjonowania poligonu w Borach Tucholskich tak: „Ponieważ włączenie serii próbnej do produkcji Mittelwerku wiązało się z opóźnieniami w produkcji, w porównaniu do standardowych pocisków, musiałem w pierwszych miesiącach dzwonić do Kammlera, który kierował użyciem bojowym, po zatwierdzenie każdej serii próbnej do testów. Jemu wydawało się chodzić tylko o liczbę strzałów na froncie. Chciał zameldować górze o możliwie wielu strzałach bojowych. Efekty wydawały się z początku obojętne. W tym czasie musieliśmy się stale liczyć z tym, że dalsze prace rozwojowe i próby zostaną w ogóle wstrzymane. Gdy napływały wówczas stopniowo meldunki o wynikach strzelań, gdy na skutek wycofania się frontu trzeba było zwiększyć odległość strzałów i gdy, po sformowaniu nowych jednostek, potrzeba było rakiet do szkolenia, Kammler dostrzegł, że potrzebujemy więcej pocisków. Ale do końca zastosowania bojowego ich liczba, w stosunku do wielkich zadań, którym trzeba było sprostać, była znikomo mała. Odpalanie pojedynczych serii próbnych odwlekało się na tygodnie.”

_DSC04841Modyfikacji pocisków A4/V-2 testowanych przy okazji strzelań szkoleniowch w HK dziś jeszcze nie potrafimy rozpoznać. Każda modyfikacja rakiety A4 była kodowana literami „Ma”, po których następował numer. Czasami, w „dziennikach startowych”, w rubryce „uwagi” (Bemerkungen) lub „ustawienia” (Abschaltung) znajdują się hermetyczne (z uwagi na język i techniczne określenia), ale istotne z punktu widzenia badacza V-2 określenia. Dotyczą one m.in. tego, czy rakieta miała głowicę z materiałem wybuchowym, jaki był ładunek głowicy (bywało np. 300, a nie 730 kg), ile zatankowano paliwa, jaki rodzaj sterowania zastosowano. Są tam też informacje o izolacji zbiorników watą szklaną i pokrywaniu głowic „maskowaniem grafitowym”.

Zobaczmy, jakie dane znajdują się w zapisach o lotów V-2 wystrzeliwanych przez dwie wybrane niemieckie jednostki na poligonie HK.

1/836 AA, 21-22 września 1944:
godz. 8.11, pocisk nr 18824 – cel na 165 km, pocisk spadł po 172 km; 10 km na lewo;
godz. 13.11, pocisk nr 18822, cel na 165 km, pocisk spadł po 160,1 km; 17 km na lewo;
godz. 9.26, pocisk nr 18825, cel na 165 km, pocisk spadł na 143,2 km; 3,2 km na prawo;

1/271 EA (Erzatz Abteilung) 15-18 września:
godz. 11.35, pocisk nr 19549 – cel na 200 km, pocisk spadł po 197; 1,5 km na lewo
godz. 13.02, pocisk 19348 – cel na 200 km, pocisk spadł po 193,2 km; 14,7 km na prawo.

Dane te pokazują, jak pod koniec 1944 roku niecelną bronią była rakieta A4/V-2. Rozrzutu nie poprawiano do końca wojny.

Pod koniec 1944 roku, jak wspominał autorowi Zygfryd Babiński z Lisin, na poligonie HK doszło do dużej eksplozji. Potwierdziła to Irena Szpica z Suchomia. O wielkim wybuchu wspomina też por. Jan Sznajder, dowódca oddziału AK „Jedliny”, przebywający wówczas w ziemiance odległej o 12 km od poligonu. Wydaje się, że dziś wiemy już, o czym mówili świadkowie. Wyjaśnia to niemiecki meldunek specjalny z 13 grudnia 1944 roku, pochodzący z dowództwa stacjonującego w HK „Lehr- und Ver. Abt.” (batalion szkolno- doświadczalny). Meldunek dotyczy eksplozji, która nastąpiła podczas startu V-2 12 grudnia o godz. 14.07. W pocisku o numerze seryjnym 19855 w 3,5 sekundy po starcie na wysokości 40 metrów eksplodowała głowica. Fragmenty rakiety były rozrzucone w promieniu 400 metrów. Odłamki głowicy zniszczyły naziemne okablowanie, pojazd z generatorem prądu i ciężarówkę testową. Być może byli też zabici, ale meldunek o nich nie wspomina.

Ostatni start V-2 z Borów Tucholskich Walter Dornberger tak opisuje:
„Było już po 23, gdy jasny płomień zaczerwienił niebo. Rakieta wzniosła się po swej trajektorii. Jaskrawo świecąca struga gazów, którą tylko było widać, zakreśliła łuk.Stałem na pomoście jednego z wagonów naszego pociągu specjalnego na małym dworcu Lindenbusch (Wierzchucin – W.M.) pośród rozległych lasów Borów Tucholskich. Silnik przestał pracować w określonym czasie. Na ciemnym niebie wyraźnie mogłem dostrzec przez lornetkę mały, jasno świecący punkt rozżarzonych do białości sterów gazowych. Byłem ciekaw, jak długo będę mógł śledzić rakietę na jej trajektorii. W chwili startu włączyłem stoper, wróciłem do wagonu i pozostało mi teraz tylko odczytanie czasu.Wciąż jeszcze mogłem widzieć słaby punkt świetlny, przez 2, 3 4 minuty. Ze względu na zakrzywienie ziemi trajektoria wydawała się bardzo krótka. Teraz, po 4 minutach, punkt był na niebie już nie tak wysoko. W końcu po 4 minutach 32 sekundach zniknął w warstwie mgły nad ziemią. Mogłem śledzić lot rakiety na przestrzeni ponad 200 kilometrów.

Wydawało mi się, że znalazłem wyjaśnienie widzialności rakiety podczas nocnych strzałów. Obserwator widział rozżarzone stery gazowe i, z powodu wysokiej prędkości, brał je za całą rakietę.

W połowie stycznia 1945 „Heidekraut” musiał zostać ewakuowany. W głębokim śniegu Fernraketen-Lehr- und Versuchsabteilung osiągnął, ze wszystkimi samochodami i wyposażeniem, lasy koło Wolgastu”.

Dornberger nie podaje daty ostatniego startu V-2 z poligonu w Borach Tucholskich. Na postawie dzienników startowych wiemy dziś jednak, że ostatnia A4/V-2 wystartowała z HK 11 stycznia 1945 roku. Cel był odległy o 225 km, rakieta poleciała o jeden kilometr dalej, zbaczając z kursu o ponad 8 km w prawo. Później planowano odpalić jeszcze jeden pocisk, okazało się jednak, że turbopompa paliwa jest niesprawna.

Miejscem docelowym, w które ewakuowano poligon HK była miejscowość Buddenhagen, na południe od Wolgast, niedaleko wyspy Uznam i Peenemuende. Nie wystrzelono stamtąd już ani jednej rakiety A4/V-2.
Omawiając historię poligonu Heidekraut trzeba pamiętać o jeszcze jednym epizodzie związanym z niemiecką bronią rakietową. Dotyczy on szkoleń w wykorzystaniu pocisku o nazwie ”Rheinbote” („Posłaniec Renu”). Była to czterostopniowa rakieta, której każdy stopień był napędzany silnikiem na stałe paliwo – zwyczajnym prochem strzelniczym. W wersji bojowej miała długość 11,1 metra i ważyła ponad 1,6 tony. Zasada lotu „Rheinbote” była prosta – po wypaleniu się silnika startowego, każda kolejna wypalona część rakiety była odrzucana, aż w locie zostawał jedynie ostatni stopień z głowicą, w której było 25 kilogramów trialenu – środka niebezpieczniejszego od amatolu znajdującego się w głowicach A4/V-2. „Rheinbote” nie był kierowany, a o jego zasięgu decydował jedynie kąt podniesienia wyrzutni osadzonej na zmodyfikowanej lawecie Meillera – tej samej, która służyła do transportu rakiet V-2.

Firma Rheinmetall – Borsig rozpoczęła badania nad pociskami rakietowymi napędzanymi stałym paliwem już w 1936 roku, ale dopiero w 1941 roku – wykorzystując koniunkturę w III Rzeszy i zamówienie na projekt rakiety – przeniosła swój własny, „fabryczny”, poligon do Łeby nad Bałtykiem. Przy okazji wykorzystano tamtejszy poligon Luftwaffe. W miejscu tym, już wówczas nazywanym „Kleine Peenemuende” – „Małe Peenemuende” – zaczęto testować rakiety wystrzeliwując je w kierunku odległej o 170 km wyspy Bornholm. Około kwietnia 1943 roku „Rheinbote” był na tyle rozwiniętym pociskiem, że zaczęto myśleć o powołaniu do życia „Versuchskommando Troeller” – doświadczalnej jednostki artyleryjskiej Wehrmachtu, która miała testować nową broń. Jej nazwa pochodziła od nazwiska dowódcy, Oberstleutnanta Alfreda Toellera.

Późnym latem 1944 roku w Łebie zorganizowano pokazowe strzelanie dla Gruppefuehrera Hansa Kammlera, generała Waltera Dornbergera i kilku ekspertów. Dornberger był sceptykiem, ponieważ jeden z „Rheinbotów” utknął na wyrzutni, w dodatku on sam preferował program V-2. Głos Kammlera przeważył. Jednostkę Troellera przekształcono w oddział bojowy – 709 Artillerie Abteilung. (709 Batalion Artylerii). Gdy 709 AA próbował ostrzeliwać „Rheinbotami” Antwerpię, w „Heidekraut” trwały próby tej broni.
Tyle mówi na ten temat niemiecki dokument:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ